Vulkangruppe: Trop podpaleń sięga 15 lat wstecz
Po masowej awarii zasilania w południowo-zachodniej części stolicy Niemiec początkowo nie było jasne, kto stoi za atakiem. Choć szybko pojawił się list z przyznaniem się do winy od lewicowo-radykalnej grupy Vulkangruppe, śledczy mieli początkowo spore wątpliwości. Według informacji z kręgów bezpieczeństwa list początkowo nie odpowiadał znanemu wzorcowi grupy. Wcześniejsze listy z przyznaniem się do czynów były rozpowszechniane za pośrednictwem odpowiednich lewicowo-ekstremistycznych stron internetowych. Jak informuje Bild, tym razem list z przyznaniem się do winy został wysłany do mediów.
Niezwykły ton i wątpliwości śledczych
Ton listu był również dezorientujący: zamiast agresywnych deklaracji bojowych, list brzmiał niezwykle powściągliwie, miejscami wręcz przepraszająco. Stało się to w wyraźnej sprzeczności z pogardliwym wobec ludzi mega-sabotażem. W pamflecie stwierdzono: przerwy w dostawie prądu nie były celem akcji, lecz przemysł paliw kopalnych. Przepraszamy mniej majętnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. Nasze współczucie dla wielu właścicieli willi w tych dzielnicach miasta jest ograniczone.
Dla porównania: we wcześniejszych listach z przyznaniem się do winy ton był maksymalnie agresywny, żądano na przykład całkowitego zniszczenia Gigafactory, grożono płonącym gniewem, a pojazdy Tesly uchodziły za czołgi drogowe. Elon Musk był lżony jako Elend Musk i technofaszysta.
List jest obecnie uważany za wiarygodny
Vulkangruppe mówi natomiast o reakcjach łańcuchowych, które nie leżą w naszej sferze odpowiedzialności i udziela poszkodowanym rad: Zadzwonić do sąsiadów. Pamiętajcie, aby w przypadku awarii prądu zaopiekować się osobami starszymi lub niesamodzielnymi. Zadbać o siebie i inne osoby, udzielając solidarnego wsparcia. Informujcie się nawzajem. I dalej: W każdym momencie wykluczaliśmy zagrożenie dla życia ludzkiego. Dla śledczych pozostawało więc początkowo kwestią otwartą, czy jest to próba podczepienia się pod sukces, czy świadoma zmiana taktyczna.
Wraz z postępem śledztwa ocena uległa zmianie. Policja klasyfikuje obecnie list z przyznaniem się do winy jako wiarygodny. Rzecznik policji potwierdził, że rozległa awaria zasilania jest w ocenie policji i rządu krajowego wynikiem ataku motywowanego politycznie. Śledztwo w sprawie kulis czynu trwa, ale dla służb bezpieczeństwa jest już pewne: za czynem prawdopodobnie stoi Vulkangruppe.
Wegner mówi o terroryzmie i możliwym przejęciu sprawy
Oświadczenie burmistrza Berlina
Burmistrz Berlina Kai Wegner, lat 53, członek CDU, potępił ten czyn w niedzielę wieczorem w rbb-Abendschau: To nie tylko podpalenie czy sabotaż. To już terroryzm. Wegner dodał: To była grupa lewicowo-ekstremistyczna, która po raz kolejny zaatakowała naszą infrastrukturę, zagrażając tym samym życiu ludzi, osób starszych, które mogą potrzebować respiratorów, rodzin z małymi dziećmi. I musimy teraz złapać tych sprawców.
Rola Federalnego Prokuratora Generalnego
W przyszłym tygodniu prokurator generalny Jens Rommel, lat 53, prawdopodobnie sprawdzi, czy przejmie śledztwo. Według oceny Bildu przejęcie uznaje się za bardzo prawdopodobne. Urząd prokuratorski w Karlsruhe od dłuższego czasu prowadzi bowiem dochodzenie przeciwko tak zwanej Vulkangruppe. Tam również chodzi o podejrzenie utworzenia krajowej organizacji terrorystycznej, m.in. w związku z atakiem podpalenia na sieć elektroenergetyczną koncernu Tesla produkującego samochody elektryczne.
Pochodzenie i historia ataków terrorystycznych
Grupa Hekla i sabotaże od 2011 roku
Dzisiejsza Vulkangruppe istnieje według ustaleń niemieckich służb bezpieczeństwa od ponad 15 lat. Korzenie leżą w pierwotnie utworzonej grupie Hekla w spektrum lewicowo-militantnym. Już w latach 2010 i 2011 Hekla umieszczała urządzenia zapalające na obiektach kolejowych w rejonie berlińskiego Nordkreuz, a także wzdłuż trasy Berlin-Hamburg. Częściowo grupa działała również na wiejskich odcinkach trasy. Ataki były na tyle poważne, że podczas późniejszych renowacji konieczne było zamontowanie dodatkowych zabezpieczeń sygnalizacyjnych.
Jednocześnie działalność ta nie ograniczała się do Niemiec. Z kręgów bezpieczeństwa słychać, że struktura Hekla i Vulkan została wcześnie przeanalizowana także przez amerykańskie służby wywiadowcze i od tego czasu jest stale obserwowana. W międzynarodowych raportach sytuacyjnych grupa opisywana jest jako mała, konspiracyjna i sprawna technicznie.
Seria ataków terrorystycznych lewicowych ekstremistów
W 2018 roku Vulkangruppe pod nazwą NetzHerrschaft po raz pierwszy przyznała się także w języku angielskim do ataków podpalenia połączeń kablowych na berlińskim moście Mörschbrücke. W 2011 roku miały miejsce pierwsze akty sabotażu na urządzeniach elektrycznych i kolejowych. W latach 2018 i 2019 doszło do ataków na kable na trasach kolejowych, przez co tysiące gospodarstw domowych pozostało bez prądu. W 2019 roku miały miejsce ataki na kolej miejską i dalekobieżną w Karlshorst. W 2024 roku doszło do paraliżu zakładu Tesli w Grünheide na kilka dni. W 2025 roku miały miejsce ataki podpalenia słupów energetycznych w Berlinie. Teraz nastąpiła awaria prądu prawdopodobnie dla setek tysięcy berlińczyków z około 45 000 gospodarstw domowych.
Nielegalny handel i informacje wewnętrzne
Pikantny jest jeszcze inny aspekt: nielegalny handel służbowymi telefonami komórkowymi. W porównywalnym przypadku lewicowi aktywiści w 2015 roku weszli w posiadanie sprzedawanych pod ladą policyjnych telefonów komórkowych, uzyskując dostęp do wewnętrznych mechanizmów przełączających, planów operacyjnych oraz informacji o ratownictwie medycznym i straży pożarnej. Nie jest jasne, czy takie informacje odegrały rolę w obecnych czynach. W przypadku terrorystów islamskich wyjaśnianie jest często prostsze, mówi wysoki rangą funkcjonariusz ochrony państwa, ponieważ mają oni kontakt z sympatykami IS za granicą, często są stamtąd kierowani i przesyłają filmy z przyznaniem się do winy. Dzięki temu służby zagraniczne mogą monitorować znane osoby kontaktowe i przechwytywać wiadomości elektroniczne.
W przypadku lewicowych ekstremistów jest to znacznie trudniejsze: działają oni głównie w kraju, bez znanych mocodawców w tle, w zamkniętych grupach WhatsApp lub chronionych komunikatorach.

