Starmer: O przyszłości Grenlandii zdecydują tylko Grenlandia i Dania
Brytyjski premier Sir Keir Starmer w wywiadzie dla BBC jednoznacznie oświadczył, że o przyszłości Grenlandii powinny decydować wyłącznie Grenlandia i Dania. Jego wypowiedź pojawia się w czasie, gdy prezydent Trump ponownie podkreślił, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Amerykański prezydent i wyżsi urzędnicy jego administracji wielokrotnie wspominają o możliwości, by to półautonomiczne duńskie terytorium stało się anektowaną częścią Stanów Zjednoczonych. Jak informuje BBC, premierzy Grenlandii i Danii w weekend stanowczo odrzucili ten pomysł.
Reakcja premierów Grenlandii i Danii
Premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen zareagował na najnowsze komentarze Trumpa słowami „już wystarczy“ i określił wizję amerykańskiej kontroli nad wyspą jako „fantazję“. Premier Danii Mette Frederiksen stwierdziła natomiast, że Stany Zjednoczone nie mają prawa anektować żadnego z trzech narodów Królestwa Danii. Gdy Sir Keir Starmer został poproszony o przekazanie Trumpowi, by zostawił Grenlandię w spokoju, jego odpowiedź była definitywna, mimo że w dyplomacji odpowiedzi bywają często ostrożne i niuansowane.
Jasne stanowisko Starmera w sprawie Grenlandii
Brytyjski premier odpowiedział jednoznacznie: „Tak. Grenlandia i Królestwo Danii muszą decydować o przyszłości Grenlandii i tylko Grenlandia i Królestwo Danii. Dania jest bliskim sojusznikiem w Europie, jest sojusznikiem NATO i jest bardzo ważne, aby przyszłość Grenlandii należała do Królestwa Danii oraz samej Grenlandii i tylko dla Grenlandii i Królestwa Danii.“ Wypowiedź Starmera kontrastowała z jego znacznie mniej stanowczym językiem dotyczącym legalności niedawnej amerykańskiej interwencji w Wenezueli.
Kwestia operacji w Wenezueli
Ostrożna reakcja Starmera
Sir Keir Starmer stwierdził, że Stany Zjednoczone będą musiały uzasadnić działania podjęte w Wenezueli, dodając, że Wielka Brytania zawsze będzie bronić międzynarodowych norm prawnych. Wielokrotnie jednak unikał bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy USA działały zgodnie z prawem międzynarodowym. Powiedział: „Był tam nielegalny prezydent, który został teraz usunięty, i nie sądzę, by ktokolwiek naprawdę ronił nad tym łzy.“ Wezwał do jak najszybszego pokojowego przejścia do demokracji.
Krytyka ze strony brytyjskich polityków
Amerykańską akcję wojskową skrytykowali niektórzy posłowie Partii Pracy, a także liderzy Liberalnych Demokratów, Partii Zielonych i SNP, którzy wezwali premiera do potępienia tego kroku jako naruszenia prawa międzynarodowego. W niedzielę Emily Thornberry, przewodnicząca komisji spraw zagranicznych Izby Gmin, stała się najwyższą rangą posłanką Partii Pracy, która to uczyniła. W programie BBC Radio 4 Westminster Hour stwierdziła, że amerykańskie uderzenia nie były „legalnym działaniem“ i nie potrafi wyobrazić sobie niczego, co mogłoby być należytym uzasadnieniem. Sytuację opisała jako „międzynarodową anarchię“ i ostrzegła, że grozi to wzmocnieniem pozycji Rosji i Chin.
Reakcja międzynarodowa i ONZ
Garstka posłów Partii Pracy, głównie z lewego skrzydła partii, dotychczas publicznie potępiła amerykańską akcję za naruszenie prawa międzynarodowego. Więcej posłów może jednak skrytykować brytyjską reakcję w Izbie Gmin później, gdy minister spraw zagranicznych przedstawi oświadczenie o rozwoju sytuacji w Wenezueli. Rada Bezpieczeństwa ONZ, której Wielka Brytania jest stałym członkiem, spotkała się, aby omówić amerykańską operację. Brytyjski przedstawiciel James Kariuki stwierdził na spotkaniu, że Wielka Brytania chce „bezpiecznego i pokojowego przejścia do legalnego rządu“ w Wenezueli i ponownie potwierdził „zaangażowanie w prawo międzynarodowe“. Stało się to po tym, jak podsekretarz generalna ONZ Rosemary DiCarlo otworzyła posiedzenie słowami, że jest „głęboko zaniepokojona, iż zasady prawa międzynarodowego nie były respektowane“ w związku z amerykańską akcją wojskową.
Tło operacji w Wenezueli
Lewicowy prezydent Wenezueli i jego żona Cilia Flores zostali wywiezieni z Caracas w operacji wojskowej we współpracy z amerykańskimi organami ścigania. Od tego czasu zostali oskarżeni w Nowym Jorku o przestępstwa związane z bronią i narkotykami, przy czym zarzuca się im bogacenie się dzięki brutalnemu gangowi przestępczemu szmuglującemu kokainę do Stanów Zjednoczonych. Maduro od dawna odrzuca oskarżenia jako pretekst do jego siłowego odsunięcia od władzy, a oboje nie przyznali się do stawianych im zarzutów.

