Schreiber: Krzyczą o Gazie, ale milczą o Iranie
Tysiące ludzi w Iranie wychodzą od kilku dni na ulice, tak jak to miało miejsce w czwartek w stolicy, Teheranie. Demonstrują za wolnością i ryzykują przy tym życie, ponieważ odmawiają dalszego życia w systemie religijnego ucisku, przemocy i poniżenia. Młodzi ludzie są aresztowani, torturowani i traceni za to, że tańczą, demonstrują lub pokazują włosy. Milczenie wielu osób w Berlinie, Paryżu, Londynie czy Brukseli nie jest już tylko przeoczeniem, ale postawą. Jak informuje Bild.de, ten, kto dziś milczy, dokonuje wyboru.
Ruchy lewicowe mobilizują się tylko przy Izraelu
Zastanawiające jest przede wszystkim zachowanie wielu ruchów lewicowych. Środowiska te mobilizują się zazwyczaj z niezwykłą szybkością i moralnym zapałem, zwłaszcza gdy chodzi o Izrael i Gazę. W ciągu kilku godzin zapełniają się place, organizowane są demonstracje, przyjmowane rezolucje i zmieniane zdjęcia profilowe w mediach społecznościowych. Na przykład antyizraelski ruch protestacyjny, wspierany przez Lewicę, Amnesty, Centralną Radę Muzułmanów i wielu innych, działał w Niemczech głośno. Oburzenie było natychmiastowe, pewność wielka.
W przypadku Iranu sytuacja jest odwrotna. Pojawia się wahanie, milczenie i unikanie tematu. Brak masowych protestów czy wyraźnej solidarności. Do dzisiaj na stronie internetowej Lewicy można znaleźć tylko coś o Wenezueli, nic aktualnego o Iranie.
Historyczne korzenie ideologicznej jednostronności
Romantyzacja rewolucji islamskiej
Ta ideologiczna jednostronność ma swoją historię. Część zachodniej lewicy romantyzowała rewolucję islamską z 1979 roku jako antyimperialistyczny zryw wyzwoleńczy. Francuski filozof Michel Foucault, żyjący w latach 1926–1984, mówił na przykład o nowej duchowości politycznej. Fakt, że narodziła się z tego brutalna teokracja, która pozbawia kobiety praw, morduje opozycjonistów i prześladuje mniejszości, został wyparty. Kto wtedy zamykał oczy, ten do dziś ma problem ze znalezieniem jasnych słów.
Trwająca ślepota
Ta ślepota trwa nadal. Podczas gdy izraelskie ataki wojskowe są potępiane moralnie w ciągu kilku minut, często bez kontekstu i bez żadnego rozróżnienia, egzekucje w Iranie pozostają jedynie marginalnymi informacjami. Podczas gdy dla Gazy głośno domaga się solidarności, irańskie kobiety muszą walczyć o to, by w ogóle zostały zauważone. To nie jest zrównoważona moralność, lecz selektywne oburzenie.
Ruchy polityki tożsamościowej i ich cisza
Wzór ten objawia się szczególnie wyraźnie w przypadku ruchów polityki tożsamościowej. Grupy, które skądinąd piętnują każdą formę niewidoczności, są zaskakująco ciche, gdy kobiety giną od strzałów, bo są widoczne. Znajdują jasne słowa wobec Izraela, ale prawie żadnych wobec reżimu, który homoseksualizm karze śmiercią.
Do tego dochodzi kolejny, często pomijany czynnik: wymiar wewnątrzislamski. Iran jest państwem z przewagą szyitów, a solidarność w świecie muzułmańskim nie wynika automatycznie z bliskości religijnej. W wielu kontekstach sunnickich szyici są niekiedy uważani wręcz za heretyków, za odstępców od właściwej wiary. Te głębokie napięcia teologiczne i polityczne wyznaczają solidarności wąskie granice. Prawdopodobnie także dlatego ze strony Centralnej Rady Muzułmanów nie płynie żaden sygnał.
Milczenie stabilizuje sprawców
To milczenie nie jest neutralne. Nie chroni uciśnionych, lecz stabilizuje sprawców. Pokazuje, że prawa człowieka najwyżażciej nie obowiązują uniwersalnie, lecz zależą od tego, kogo dotyczą. Na przykład, gdy w grę wchodzą Żydzi.
Iran jest więc papierkiem lakmusowym naszej moralności. Kto przy Gazie krzyczy, a przy Iranie milczy, udowadnia, że moralność nie jest dla niego uniwersalna, lecz opcjonalna. Wolność ludzi w Iranie jest mu obojętna.






