Matka straciła troje dzieci w wypadku, potem urodziła trojaczki, a teraz umiera na raka
Lori Coble stała w korku na autostradzie 4 maja 2007 roku, kiedy w tył jej minivana uderzyła duża ciężarówka. Matka z Orange County w Kalifornii wracała do domu, aby położyć trójkę swoich dzieci na popołudniową drzemkę. Kyle Christopher miał pięć lat, Emma Lynn cztery, a Katie Gene dwa. Żadne z dzieci nie przeżyło wypadku.
Zdruzgotani Lori i jej mąż Chris Coble zawarli pakt, że nie odbiorą sobie życia i będą się wzajemnie wspierać w procesie radzenia sobie z traumą. Głęboko opłakiwali swoje dzieci, ale nadal chcieli być rodzicami. Po rozważeniu adopcji i nieudanej próbie odwrócenia wazektomii Chrisa, zdecydowali się na IVF. Jak informuje portal People.com, pozostały im trzy zdolne do życia embriony: dwie dziewczynki i jeden chłopiec. Dokładnie tyle, ile stracili, mówi dzisiaj 54-letni Chris.
Cudowne narodziny trojaczków
Lori powiedziała Oprah Winfrey w 2010 roku, że wyglądało to jak znak. Ona i Chris przekazali lekarzowi, że chcą zaimplementować wszystkie trzy embriony i trzymać kciuki, aby wszystko potoczyło się jak najlepiej. Trojaczki urodziły się prawie dokładnie rok po śmierci ich starszego rodzeństwa. Każde z nich nosi drugie imię starszego brata lub siostry: Jake Christopher, Ashley Lynn i Ellie Gene.
Zajęło mi ponad cztery lata, zanim wydostałem się z mgły i bólu tego, co się stało, mówi Chris. Przez pierwsze trzy lata wychowywania trojaczków towarzyszy ci ta mieszanka radości i szczęścia, a jednocześnie wewnętrznie cierpisz. Jest tam troje niemowląt i są samą radością, ale jednocześnie starałem się nie rozpaść przy nich, szedłem do drugiego pokoju, szybko płakałem, wracałem i zakładałem uśmiech na twarz.
Lori rzuciła się w wir macierzyństwa i wychowywania swoich trojaczków, prowadząc jednocześnie kampanię na rzecz bezpieczeństwa na autostradach, aby pomóc chronić inne dzieci. Jest wyjątkowa, każdy, kto ją zna, kocha ją, mówi przyjaciółka rodziny Becky Leonard, która ma 45 lat. Przede wszystkim jest mamą.
Druzgocąca diagnoza raka mózgu
W czerwcu 2025 roku Chris zauważył, że 48-letnia Lori stała się coraz bardziej niezdarna. Wpadała na ściany, uderzała palcami o krzesła lub upuszczała szklanki na podłogę. Na początku lipca zauważył objawy przypominające udar. Jej usta zaczęły się trochę wykrzywiać, mówi. Zdarzało się to zbyt często, by można było to ignorować.
11 lipca zabrał swoją żonę na ostry dyżur do Mission Hospital w Mission Viejo w Kalifornii. Tam zdiagnozowano u niej bardzo dużego, bardzo agresywnego glejaka wielopostaciowego czwartego stopnia. Diagnoza raka mózgu wstrząsnęła ich rodziną. Miałem nadzieję, że skończyliśmy już ze zmianami w życiu, katastrofami zmieniającymi życie, po których życie, jakie znałeś wczoraj, znika, mówi Chris.
Lekarze powiedzieli Lori, że ma dwie opcje: spróbować walczyć z rakiem lub jak najlepiej wykorzystać czas, który jej pozostał. Bez leczenia, według nich, Lori żyłaby około miesiąca lub dwóch. Z leczeniem szacowali od 12 do 15 miesięcy. Chciała z tym walczyć, wspomina Chris.
Seria operacji i komplikacji
Pierwsza operacja mózgu
Lori przeszła swoją pierwszą operację mózgu w celu usunięcia jednej z dwóch połączonych mas 12 lipca. Szybko doszła do siebie, wspomina Chris. Leonard pamięta wizytę u Lori w szpitalu po tej operacji. Była nieugięta: To mnie nie złamie. Jeszcze nie skończyłam, wspomina Leonard. Chce być babcią. Chce tam być, gdy jej dzieci będą kończyć studia. Chce swojego życia, które tak pięknie zbudowała. Lori opuściła szpital kilka dni później.
Druga operacja i rozległy udar
Druga połowa guza rosła jednak szybko. W ciągu dwóch tygodni powiększyła się o 25 procent. Lekarze chcieli ją usunąć jak najszybciej, wspomina Chris, ponieważ zaczęła wpływać na jej wzrok. Druga operacja była bardziej skomplikowana niż pierwsza. Była bardziej ryzykowna, ponieważ dotyczyła części mózgu, która kontroluje funkcje poznawcze, ruch i wzrok.
Rodzina podróżowała około 90 minut na północ do centrum onkologicznego City of Hope w Duarte w Kalifornii. Tam 1 sierpnia Lori przeszła swoją drugą, bardziej skomplikowaną i inwazyjną operację mózgu. Przed operacją lekarze poinformowali rodzinę, że istnieje 30-procentowe prawdopodobieństwo, że może stracić kontrolę motoryczną po lewej stronie. Ale ogólnie miałem nadzieję, że te 70 procent może się udać, mówi Chris. Niestety, Lori znalazła się w tych 30 procentach.
To było prawdziwe rozczarowanie, mówi Chris. W szpitalu było wielu ludzi, którzy trzymali za nią kciuki. Pięć dni po operacji, w dniu, w którym miała wrócić do domu ze szpitala, Lori przeszła rozległy udar. Została przewieziona na operację doraźną, aby zmniejszyć ciśnienie w mózgu. Mogła łatwo umrzeć, wspomina Chris. Lekarze powiedzieli mi, że ma 50 procent szans na przeżycie.
Śpiączka i długa hospitalizacja
Lori została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej i wymagała respiratora oraz zgłębnika do karmienia. W szpitalu spędziła 40 dni. Chris i jej matka codziennie czuwali przy jej łóżku. Chris opuścił tylko jeden dzień. Miałem załamanie emocjonalne i fizyczne, przyznaje. 28 września miałem bardzo binarny wybór. Albo odebrać sobie życie, bo nie wiem, czy dam radę dalej, albo podnieść rękę i poprosić o pomoc. I zrobiłem to drugie.
To był dzień, w którym zrozumiałem, dlaczego opiekunowie mają znacznie wyższy wskaźnik samobójstw niż średnia krajowa. Jesteś po prostu tak wyczerpany w tak wielkim bólu i walce emocjonalnej. Po prostu nie możesz, nie chcesz dalej trwać. Tymczasem trojaczki zaczynały ostatnią klasę liceum, która ma być najlepszym rokiem, mówi Chris. Ale obojga rodziców teraz brakowało.
Powrót do domu i dalsze komplikacje
Lori powoli stawała się coraz bardziej świadoma. Kiedy została wypisana ze szpitala, była zbyt młoda na dom opieki, ale wymagała bardziej specjalistycznej opieki medycznej, niż zapewnia tradycyjny ośrodek rehabilitacji krótkoterminowej. Najpierw została umieszczona w 15-łóżkowym szpitalu dla osób z urazowym uszkodzeniem mózgu. Chris i dzieci powiesili obrazy i rodzinne zdjęcia oraz udekorowali jej pokój. Ale to nie było dla niej odpowiednie, mówi.
Lori powiedziała, że chce wrócić do domu. W październiku Chris zorganizował mini-szpital w ich domu. Chcę dla Lori najlepszej opieki, mówi Chris. Dzień po dniu jedynymi decyzjami, jakie podejmuję, są: Co jest dla niej najlepsze? I jak mogę utrzymać ją przy życiu? Ponieważ jej rak jest terminalny, każdego dnia po prostu kupujemy czas.
Bycie w domu było fantastyczne dla zdrowia psychicznego jego żony, mówi. Mogła częściej widywać swoje dzieci, gdy wracały ze szkoły. Pies Lori rasy Aussiedoodle o imieniu Sadie spał w nogach jej szpitalnego łóżka. Była szczęśliwa i robiła powolne postępy, mówi Chris.
Leonard mogła odwiedzić Lori w domu i rozmawiały o siatkówce i dzieciach. Powiedziałam jej, jak bardzo ją kocham i jak bardzo mi jej brakuje, mówi Leonard. Powiedziała: Właśnie się zastanawiałam, dlaczego to nie może być tak, jak było wcześniej?
Chemioterapia i kolejna infekcja
Potem Lori rozpoczęła chemioterapię i radioterapię. Samo dostanie się do ośrodka leczenia pięć dni w tygodniu przez trzy tygodnie zajmowało dwie godziny. Ponieważ Lori straciła kontrolę nad lewą stroną, potrzebowała specjalnego podnośnika, aby wstać z łóżka. Po tak długim czasie spędzonym w pozycji leżącej nie miała siły fizycznej, by usiąść na zwykłym wózku inwalidzkim. Cała jej siła mięśni głębokich zniknęła, siła nóg zniknęła, wszystkie jej mięśnie zanikały, mówi Chris.
Leczenie sprawiło, że Lori była zmęczona i wpłynęło na jej mowę. Lekarze byli zaniepokojeni tym, że zdawała się nie poprawiać. Wydawało się, że jest gorzej. W połowie listopada Chris zabrał ją na ostry dyżur, gdzie lekarze stwierdzili dużą infekcję w mózgu. Potrzebowała kolejnej operacji.
Gdyby nie zajęto się tym tej nocy, prawdopodobnie umarłaby w ciągu dnia lub dwóch, wspomina Chris. Chociaż Lori wcześniej bardzo wyraźnie nam powiedziała: Żadnych więcej operacji, starałem się uzyskać od niej odpowiedź. Tego wieczoru nie była zbyt kontaktowa. Mówię: Kochanie, wiem, że mówiłaś: żadnych więcej operacji, ale jeśli tej nie zrobimy, zostaje ci tylko kilka dni, co robimy? Zdecydowaliśmy za nią.
Z perspektywy bliskiej osoby masz wrażenie, że jest ona po prostu torturowana. Masz złamane serce z powodu tego, co musi przechodzić raz za razem. Nie jestem pewien, czy leczenie raka w tej sytuacji jest lepsze od samej choroby. Po operacji Lori była słaba, ale powoli się poprawiała. Zaczęła mówić pełnymi zdaniami.
Opieka hospicyjna i niepewna przyszłość
Na początku grudnia Lori czuła się na tyle dobrze, że zaplanowała rozmowę na Zoomie z magazynem People. Ale dzień przed rozmową wróciła do szpitala z infekcją płuc i zapaleniem płuc. Tygodnie później infekcja ustępuje według Leonard. Mówi, że Lori ma na tyle sprawne funkcje poznawcze, by powtórzyć, że nie chce żadnych więcej operacji. Jej rodzina planuje zabrać ją do domu pod opiekę hospicyjną. Chce być w domu z rodziną i psami, więc jesteśmy wdzięczni, że mogą stworzyć bardziej zaawansowaną przestrzeń szpitalną w domu, mówi Leonard.
Chris od września przebywa na bezpłatnym urlopie w pracy, aby opiekować się żoną. Została założona zbiórka GoFundMe, aby pomóc w opłaceniu 30 000 dolarów miesięcznie za opiekę domową, której wymaga. Staram się, aby każdy dzień był dla niej najlepszy, jak tylko potrafię, mówi Chris. Nie chcę mieć do końca życia wyrzutów sumienia, że nie zrobiłem dla niej wszystkiego, co możliwe każdego dnia.
Tymczasem opłakuje swoje dawne życie. Moja żona, jaką ją znałem, odeszła i nie wiem, czy kiedykolwiek wróci do bycia osobą, którą znałem, mówi. Przez wszystko, co przeszła, była uderzana, gdy leżała, raz za razem. Fakt, że nadal żyje, jest niesamowity. Przeszła tak wiele.
Chcę, żeby żyła jak najdłużej. I nie wiem, jak długo to potrwa, mówi Chris. Oddałbym swoje życie za jej życie bez wahania. Ale nie mogę tego zrobić. Jestem bezsilny.

