Dwa ataki lewicowych ekstremistów w Niemczech: Gdzie twarde kroki?
W miniony weekend Niemcami wstrząsnęły dwa poważne ataki terrorystyczne lewicowych ekstremistów o poważnych skutkach. W południowo-zachodnim Berlinie nieznani sprawcy wysadzili linię energetyczną, pozbawiając około 50 tysięcy gospodarstw domowych dostaw prądu podczas ataku śnieżycy i minusowych temperatur. W Brandenburgii natomiast lewicowi faszyści dokonali podpalenia na posesji pełnomocnika ds. zwalczania antysemityzmu, Andreasa Büttnera i jego rodziny, malując na jego drzwiach wejściowych czerwony trójkąt Hamasu.
Oba ataki są szokujące, ale jednocześnie mało zaskakujące. Jak informuje Bild.de, było tylko kwestią czasu, kiedy uderzą ponownie. Tak zwane akcje terrorystyczne powtarzają się w kraju od dłuższego czasu, a reakcja polityczna na nie budzi pytania o stosowanie tej samej miary w ocenie ekstremizmu.
Terror wymierzony w infrastrukturę krytyczną
Grupa znana jako Vulkangruppe od 2011 roku aktywnie atakuje linie kolejowe i energetyczne, a także firmę Tesla, nie zostając powstrzymaną. Zeszłego lata organy ochrony konstytucji ostrzegały, że lewicowi ekstremiści chcą teraz obrać za cel prywatne domy zamożnych ludzi. Ostrzeżenie to najwyraźniej nie doprowadziło jednak do większych wysiłków w celu schwytania terrorystów lub lepszej ochrony infrastruktury krytycznej.
Ze skutkami tej politycznej obojętności od minionego weekendu muszą mierzyć się dziesiątki tysięcy berlińczyków. Nie chodzi przy tym tylko o milionerów, ale także o seniorów wymagających opieki i zupełnie zwyczajne rodziny bez grubego portfela. To wynik politycznej obojętności, stwierdza komentarz.
Atak na pełnomocnika ds. zwalczania antysemityzmu
Od dwóch lat lewicowi ekstremiści i islamofaszyści wspólnie gromadzą się kilka razy w tygodniu na ulicach Berlina, aby wykrzykiwać swoją nienawiść do Żydów. Do tej pory brakuje zdecydowanego powstrzymania tych marszów przy pełnym wsparciu politycznym. Wszystkie ostrzeżenia, że takie podejście wzmacnia ekstremistów w ich nienawistnej ideologii, są ignorowane.
Od słów do czynów
Kto dopuszcza skandowanie Globalize the Intifada, musi być świadomy, że takie słowa zamienią się w czyny. Celem tych czynów stają się Żydzi i osoby takie jak Andreas Büttner, które sprzeciwiają się antysemityzmowi. Sytuacja zaszła tak daleko, że terroryści podpalili dach nad głową takim osobom.
Podwójne standardy w ocenie ekstremizmu
Komentarz wzywa do refleksji nad hipotetyczną sytuacją: gdyby tych dwóch czynów dokonali prawicowi ekstremiści, natychmiast nastąpiłyby szerokie wyrazy solidarności, oświadczenie kanclerza federalnego, programy specjalne, demonstracje i jednoznaczna wola polityczna ścigania sprawców ze wszystkimi konsekwencjami państwa prawa. Poszukiwanie odpowiedzialnych uznano by za priorytet, i to całkowicie słusznie.
Autor pyta, co jeszcze musi się stać, aby lewicowy ekstremizm został w końcu potraktowany równie poważnie. Nie ma dobrego i złego ekstremizmu. Kto uważa inaczej, zrezygnował z państwa prawa, podsumowuje komentarz.






